Co trzeba wiedzieć o chrześcijanach z Bliskiego Wschodu?

Fot. Dedykacja Dariusza Rosiaka dla BestsellerCafe

Jeśli jesteście ciekawi świata i ludzi, to z pewnością spodoba się Wam najnowsza książka Dariusza Rosiaka pt. „Ziarno i krew”. Znany radiowiec i ceniony dziennikarz zabiera nas w podróż po Lewancie, którego prawie już nie ma i przedstawia  losy nacji, której z każdym dniem ubywa. O tym wszystkim opowiada świetna książka, a Czytelnikom BestsellerCafe opowiada również Autor!

Bliski Wschód niemalże codziennie pojawia się w doniesieniach prasowych, komentarzach ekspertów albo sąsiedzkich rozmowach. Zwykle każdy z nas ma jakieś zdanie o tym, co – choć dzieje się tysiące kilometrów od nas – coraz częściej zaczyna dotyczyć również naszej codzienności.

Czego nie wiemy o chrześcijanach z Bliskiego Wschodu
Czego nie wiemy o chrześcijanach z Bliskiego Wschodu

W jaki sposób, zapytasz? Przecież w Polsce nie dochodzi do zamachów terrorystycznych i nie ma miliona uchodźców, jak choćby za naszą zachodnią granicą! Za to często podróżujemy – do Niemiec, Francji, Belgii czy Skandynawii, a prawie każda polska rodzina ma kogoś, kto mieszka i pracuje gdzieś w Europie, no i w końcu mamy do siebie przyjąć ludzi, którzy uciekają – przed wojną i prześladowaniami. Co tak naprawdę o tym wszystkim wiemy?

Właśnie dlatego – niezależnie od tego czy uważasz się za katolika, chrześcijanina, buddystę, agnostyka albo ateistę i niezależnie od tego, czy wydaje ci się, że wiesz wystarczająco dużo na temat konfliktów na Bliskim Wschodzie – powinieneś chcieć wiedzieć więcej. Sądzę, że często brakuje nam relacji z pierwszej ręki i rzetelnej wiedzy o tym, co dzieje się daleko stąd – w Turcji, Syrii, Iraku, Libanie, Izraelu, czy Egipcie; jak żyją tam ludzie, z czym zmagają się na co dzień i czy naprawdę emigracja do Europy to ich największe życiowe marzenie?

A dokładnie o tym opowiada Dariusz Rosiak, który w swojej ostatniej książce pt. „Ziarno i krew” odwiedza miejsca, będące kolebką zachodniej cywilizacji i przedstawia historie ludzi, których życie toczy się w ciągłym zagrożeniu.

To reportaż podróżniczy śladami bliskowschodnich chrześcijan, zainspirowany destynacją szkockiego pisarza Williama Dalrymple’a, który z kolei w 1994 roku ruszył tropem Jana Moschosa, wczesnochrześcijańskiego świętego i prawosławnego mnicha, odwiedzającego tamtejsze klasztory w VII w n.e.

Wynik tych trzech podróży pokazał jasno, że coraz szybciej wszystko się zmienia – bo nawet jeśli nie dziwi, że Dalrymple u schyłku XX w. nie odnalazł już świata z czasów Moschosa (w końcu minęło naprawdę dużo czasu), to może zaskakiwać, że tak niewiele później, bo w połowie drugiej dekady XXI w. Rosiak staje się sprawozdawcą  z miejsc skazanych, jak sam mówi, na zagładę.

„OD POŁOWY LAT DZIEWIĘĆDZIESIĄTYCH NA BLISKIM WSCHODZIE WYDARZYŁO SIĘ MNÓSTWO RZECZY, GŁÓWNIE ZŁYCH. OD DAWNA NIE MA JUŻ ŚWIATA JANA MOSCHOSA, ALE NA NASZYCH OCZACH ROZPADAŁY SIĘ RÓWNIEŻ CHRZEŚCIJAŃSKIE ENKLAWY OPISANE PRZEZ WILLIAMA DALRYMPLE’A. POMYŚLAŁEM, ŻE TO DOBRY MOMENT, BY ODWIEDZIĆ MIEJSCA I LUDZI, O KTÓRYCH PISAŁ BRYTYJCZYK.” DARIUSZ ROSIAK, AUTOR KSIĄŻKI „ZIARNO I KREW”

BestselleCafe: Pańską książkę czyta się bardzo dobrze, przede wszystkim szybko, pomimo 400 stron objętości. Czy równie dobrze i szybko się ją pisało?

Dariusz Rosiak: I tak i nie. Pisałem ją w przerwach między podróżami. Powstawała jako  zamknięte rozdziały, co ułatwiało pracę – wyjeżdżałem, zbierałem materiały, potem wracałem i pisałem. Pisałem też w trakcie podróży. Od listopada 2014 roku mniej więcej do maja 2015 pisałem albo myślałem o pisaniu bez przerwy. Nie mogłem pozwolić sobie na coś takiego jak William Dalrymple, autor książki „From The Holy Mountain”, która była dla mnie inspiracją w podróży. Dalrymple pojechał w podróż na pięć miesięcy, a potem przez dwa lata pisał książkę. Nie miałem takich możliwości – czasu i środków. Na szczęście szybko piszę.

Fot. Książka „Ziarno i krew” Dariusza Rosiaka
Fot. Książka „Ziarno i krew” Dariusza Rosiaka

BC: Czy było coś więcej, poza książką Dalrymple’a, co zainspirowało pana do sprawdzenia kondycji chrześcijan na Bliskim Wschodzie?

DR: To temat, którym interesuję się od dawna. Książkę zadedykowałem moim córkom, mając nadzieję, ze dzięki niej poznają piękno historii chrześcijaństwa. To nie jest książka konfesyjna, ona nie dotyczy mojego stosunku do religii, ani do Boga. Jednak skoro wyrastam z tej tradycji, a chrześcijaństwo na pewno jest mi bliższe niż buddyzm, hinduizm, czy jakakolwiek inna religia, to uznałem, że warto zainteresować się bliżej duchowymi podstawami tego, w czym jesteśmy osadzeni, fundamentami naszej cywilizacji. Wydaje mi się, że bez ich zrozumienia, nie zrozumiemy siebie. A źródło tego wszystkiego jest właśnie tam, na Bliskim Wschodzie.

„KREW MĘCZENNIKÓW JEST NASIENIEM KOŚCIOŁA” TERTULIAN

BC: Tytułem nawiązuje pan do myśli Tertuliana, łacińskiego teologa z Afryki Północnej z II w., co pan przez to rozumie?

DR: To na pewno nie jest zero jedynkowe nawiązanie, bo ciężko mi wyobrazić sobie, że faktycznie krew współczesnych męczenników staje się nasieniem chrześcijaństwa, tak jak miało to miejsce w pierwszych wiekach po Chrystusie. Bardzo trudno mi znaleźć sens w tak ogromnym cierpieniu ludzi na Bliskim Wschodzie, zabijaniu ich,  wypędzaniu z domów, ale może to przejaw mojej słabej wiary.

BC: Czy chce pan przez to powiedzieć, że to koniec chrześcijaństwa w tym rejonie świata?

DR:  W niektórych miejscach, niestety tak, choć niczego nie można wykluczyć. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem wszelkiego rodzaju determinizmów, że coś musi się wydarzyć, bo w historii tak bywa. Różnie bywa. Może ci wszyscy ludzie, którzy dzisiaj mówią, że nigdy w życiu nie wrócą już do Mosulu, kiedyś tam wrócą i będą dalej budować kościoły, a dzięki temu ta wspólnota się odrodzi.

„ZAŁOŻYCIELEM KOŚCIOŁA MARONICKIEGO BYŁ ŚWIĘTY MARON, PUSTELNIK ŻYJĄCY W GÓRACH TAURUS W SYRII NA PRZEŁOMIE IV I V WIEKU, ZNANY Z ZAMIŁOWANIA DO ASCEZY I POSZUKIWAŃ MISTYCZNYCH. POZA TYM UWAŻANO GO ZA CUDOTWÓRCĘ, CO W LIBANIE NIE JEST NICZYM ZASKAKUJĄCYM.” DARIUSZ ROSIAK, AUTOR KSIĄŻKI „ZIARNO I KREW”

BC: Może zdarzy się cud, o którym tak często mówią pańscy rozmówcy…?

DR: Tak, może wydarzy się cud. Po rozmowach z nimi człowiek zadaje sobie pytanie, czy z ich punktu widzenia to naprawdę jest aż tak nieracjonalne – wiara, że tylko cud może ich uratować; bo niby kto może ich uratować – Ameryka, Rosja, my? Nie. Oni naprawdę wierzą w interwencję boską, w jakiś niezwykły splot okoliczności, których w tej chwili nie jesteśmy w stanie przewidzieć ani nazwać, czyli w coś, co umownie możemy nazwać cudem.

BC: Jeden z pańskich rozmówców, Nadżi al. Churi z Libanu mówi tak: „Jeśli chrześcijanie, żydzi i muzułmanie nie będą umieli żyć w pokoju w tym regionie świata, gdzie tkwią nasze wspólne korzenie, to nigdzie na świecie nie będą żyć w pokoju i świat się rozleci.” Zgadza się pan z taką opinią?

DR: Tak, zgadzam się. Oni tam od stuleci żyją ze sobą. Na pewno nie zawsze to było współżycie, z którego wszyscy byli zadowoleni, bo często albo jedni, albo drudzy byli górą, ale dotąd żyli ze sobą w sposób, który nie zakładał wymordowania jednej wspólnoty przez drugą. Współżycie różnych wyznań jest możliwe, skoro było możliwe w przeszłości. Wszystko zaczęło się rozpadać na początku XX wieku, a teraz mamy kulminację tych procesów, zapoczątkowanych mniej więcej po 1916 roku układem politycznym dzielącym Bliski Wschód między europejskie potęgi.

„JEŻELI UWAŻAMY, ŻE NAJWAŻNIEJSZYM PROBLEMEM BLISKOWSCHODNICH CHRZEŚCIJAN JEST ISLAM, TO NIE MA DLA NAS TUTAJ PRZYSZŁOŚCI, BO ŻYJEMY W MUZUŁMAŃSKIM REJONIE ŚWIATA. NIE WOLNO NAM AKCEPTOWAĆ WIZJI PAŃSTWA ISLAMSKIEGO, WEDŁUG KTÓREJ ŚWIAT DZIELI SIĘ NA MUZUŁMANÓW, I TO TYLKO SPEŁNIAJĄCYCH KONKRETNE KRYTERIA, I NA CAŁĄ RESZTĘ, KTÓRĄ NALEŻY ZNIEWOLIĆ LUB WYMORDOWAĆ.” OJCIEC DAVID NEUHAUS, JEZUITA, IZRAEL

BC: Czy to nie oznacza w takim razie, że tzw. cywilizacja zachodu ma swój udział w tym, co się tam teraz dzieje, bo nie raz wykorzystywała ten region do własnych celów, nie myśląc o jego mieszkańcach?

DR: No tak, ale pamiętajmy o skali winy i nie przesadzajmy z oskarżeniami. Poza tym wcale nie trzeba sięgać tak daleko, wystarczy cofnąć się do 2003 roku i tego co zdarzyło się później. Dzisiaj jest już mnóstwo opracowań i interpretacji politologicznych na temat tego, co działo i dzieje się w Iraku. Moim zdaniem jedną z najbardziej niedocenianych ludzkich cech jest głupota i brak kompetencji. Właśnie one zatriumfowały w Iraku po 2003 roku. Rozwiązania  wprowadzone w życie przez Amerykanów pod wodzą Paula Bremera miały  zmarginalizować sunnitów i kompletnie wyłączyć ich z życia publicznego, wszystko, co wiązało się z władzą Husajna miało przestać istnieć. W ten sposób wepchnięto irackich sunnitów najpierw w ręce Al Kaidy, a potem Państwa Islamskiego. W 2003 roku nie było oczywiste, że takie podejście musi skończyć się źle. Jednak już wtedy pewne błędy były tak jaskrawe, że od razu wpływały na radykalizację postaw. Jeśli tworząc nowe państwo, programowo gnębi się jakąś grupę, traktuje się ją jak obywateli drugiej kategorii i celowo spycha na margines życia społecznego, to należy spodziewać się radykalnej reakcji tej grupy. I ta reakcja przyszła.

„CHRZEŚCIJAŃSTWO I ISLAM TO DWA RÓŻNE SPOSOBY MYŚLENIA, DWIE ODMIENNE KONCEPCJE ŚWIATA. JEDNA JEST RELIGIĄ MIŁOŚCI, A DRUGA RELIGIĄ ŚMIERCI I NIENAWIŚCI.” SZADI HALUL  MARONITA, IZRAEL

BC: Teraz to pańscy rozmówcy mówią, że spycha się ich na margines, że stają się obywatelami drugiej kategorii; wielu z nich zgadza się co do tego, że islam jest religią zapatrzoną w siebie, ideologią przemocy, która faworyzuje wyznawców Allacha – co pan o tym sądzi?

DR: Większość chrześcijan faktycznie tak właśnie uważa. A jak zaczyna się im mówić, że może przesadzają, że nie wszyscy są tacy, to zwykle zadają mi takie pytanie – „A ty żyłeś kiedyś wśród muzułmanów? Nie? To najpierw pomieszkaj trochę, wtedy zorientujesz się jak to jest, o co nam chodzi.” Jedyne co mogę wtedy zrobić, to złożyć broń i odpowiedzieć –  „Nie, nie mieszkałem wśród muzułmanów.”

Mieszkałem za to w krajach, w których muzułmanie stanowią mniejszość – we Francji, czy Wielkiej Brytanii. A tam zdecydowana większość tej mniejszości podporządkowuje się tamtejszym porządkom. My mówimy, że integracja nie działa. I do pewnego stopnia tak jest. Ale z drugiej strony – jeśli pójdziemy we Francji do szkoły to połowa albo trzy czwarte nauczycieli  to Arabowie, jeśli trafimy do szpitala w Londynie to tam dziewięćdziesiąt procent personelu stanowią Hindusi albo czarni. To pokazuje, że zdecydowana większość chce się integrować.

Podstawowe pytanie dziś brzmi – co zrobić z tą mniejszością, która faktycznie integracji nie chce i co to tak naprawdę oznacza, że się nie integrują? Przecież gros młodych ludzi, którzy zaciągają się w szeregi Państwa Islamskiego nawet nie mówi po arabsku! To są ludzie, którzy mówią po francusku, urodzili się we Francji i dopiero teraz nawracają się na islam. Tak naprawdę to są ludzie, którzy w nic nie wierzą, gniją bez pracy w blokowiskach na przedmieściach, aż w końcu trafiają na kogoś, kto im mówi – „Jeśli przyłączysz się do państwa Islamskiego będziesz miał wszystko – kobiety, broń, pieniądze, narkotyki, a nawet jeśli zginiesz, to zostaniesz męczennikiem i wejdziesz do raju, gdzie będzie na ciebie czekało siedemdziesiąt dziewic.” To jest dla nich nęcąca propozycja.

„KAŻDY MOŻE WYRAZIĆ WŁASNE PRZEKONANIA RELIGIJNE, ŻYJĄC WE WSPÓLNOCIE Z WYZNAWCAMI INNYCH RELIGII. LAICKOŚĆ PAŃSTWA NIE POLEGA BOWIEM NA WYPIERANIU PRZEJAWÓW RELIGIJNOŚCI Z ŻYCIA PUBLICZNEGO.”BRAT LOUIS – MARIE, BENEDYKTYN, ABU GHUSZ, IZRAEL

BC: Czy uważa pan zatem, że nie powinniśmy pomagać uchodźcom? Przecież jeszcze przed chwilą, mówił pan licealistom, że to są tacy sami ludzie jak my, którzy chcą po prostu normalnie żyć..?

DR: Nie, ja tak nie uważam. Ale musimy stworzyć system, który nie pozwoli na rozwój skrajnych postaw opartych na islamskim fundamentalizmie. Imigranci muszą wiedzieć, że  będą się musieli dostosować. Jeśli tak się stanie skorzystają obie strony – i oni, i my.

„…MUSIMY BUDOWAĆ ŚWIAT, KTÓRY NIE JEST CHRZEŚCIJAŃSKI ANI MUZUŁMAŃSKI, ALE OBYWATELSKI.”OJCIEC DAVID NEUHAUS, JEZUITA, IZRAEL

BC: Pytanie tylko jak to zrobić i kto powinien się tym zająć?

DR: Integracja imigrantów to nie jest fizyka jądrowa. Pewne schematy zostały sprawdzone. Wiadomo, że podstawą integracji jest włączenie nowoprzybyłych w system edukacji i wpuszczenie ich na rynek pracy. Jeśli na przykład w Polsce  chcemy przyjmować rodziny, to jest to bardzo dobry pomysł. Lepiej żeby przyjeżdżały matki z dziećmi niż wyposzczeni dwudziestoletni mężczyźni, którzy wychodzą na ulicę, widzą pierwszy raz w życiu dziewczynę w mini spódniczce i dostają małpiego rozumu. To jest dobry pomysł, żeby akceptować rodziny. Ale do tego też trzeba się przygotować. Np. mamy taki przepis, który mówi, że natychmiast po przyjeździe do Polski dziecko powinno zacząć naukę w szkole. Czy to ma znaczyć, że od razu będzie uczyć się matematyki po polsku? Jeśli chcemy, żeby to miało jakiś sens, to wyszkolmy najpierw nauczycieli mówiących po arabsku, którzy pomogą dzieciom w integracji. Jeśli tych ludzi ma przyjechać do nas tysiąc, to policzmy ile będzie dzieci i ilu nauczycieli będzie potrzebnych, i zacznijmy to robić. To najlepszy sposób, bo za pół roku te dzieci będą mówić po polsku, a za jakiś czas zaczną żyć jak Polacy. Ja mieszkam w Warszawie i mogę przytoczyć przykład takiej udanej integracji wśród Wietnamczyków. Wietnamskie dzieci chodzą do szkoły, mówią po polsku, nie ma z tym żadnych problemów.

„JA PEWNIE JESZCZE POZOSTANĘ SZWEDZKIM ASYRYJCZYKIEM, MOJE DZIECI TEŻ. ALE ICH DZIECI, MOJE WNUKI, BĘDĄ ZWYKŁYMI SZWEDAMI.” REMON ESKANDER, SÖDERTÄLJE, SZWECJA

BC: Nie sądzi pan, że z uchodźcami z Bliskiego Wschodu będzie trudniej?

DR: Pewnie z Arabami nie będzie tak łatwo, ale to jest możliwe. To jest możliwe w sytuacji, w której będziemy przygotowani do ich przyjęcia, kiedy powiemy im – słuchajcie u nas jest takie prawo, takie zasady, kobiety chodzą ubrane, jak chcą, jak wam się to nie podoba, możecie wyjechać. Ale my nie będziemy nic zmieniać. To wy musicie dopasować się do nas.

BC: Ale przecież my nie musimy niczego specjalnie ustalać, bo mamy własne normy zachowań i zasady, według których żyjemy. Może to jednak kwestia braku informacji, albo nie docierania tych informacji do uchodźców?

DR: Nie, myślę, że jednak czegoś więcej. Naszym problemem jest polityczna poprawność, która w niektórych krajach europejskich prowadzi do absurdów – np. zakazów ustawiania choinek na Boże Narodzenie, wycofywania wieprzowiny ze szkolnych stołówek, albo zgody na działanie policji szariatowej w niektórych miejscach. To wynika z przyjęcia w niektórych państwach zasady wielokulturowości, która uznaje, że nie ma czegoś takiego jak wspólne społeczeństwo, że są tylko kultury funkcjonujące obok siebie, a państwo nie powinno wprowadzać wspólnego dla wszystkich systemu wartości, włącznie z systemem prawnym.

„ALBO BĘDZIEMY SILNIEJSI NIŻ TERRORYŚCI, ALBO TERRORYŚCI NAS ZNISZCZĄ. NIE CHCEMY BYĆ DRUGIM AFGANISTANEM, NIE CHCEMY TUTAJ PAŃSTWA ISLAMSKIEGO.” SAID SADEK, WYKŁADOWCA AMERICAN UNIVERSITY IN CAIRO, EGIPT

BC: Czy powinniśmy mieć świadomość, że chrześcijanie z Bliskiego Wschodu mają jednak więcej wspólnego z tradycją muzułmańską niż rzymsko katolicką?

DR: Oczywiście, że tak. Koptowie na przykład uważają, że to oni pielęgnują prawdziwą tradycję chrześcijańską, że mają z nią dużo więcej wspólnego niż Rzym – bo to oni mają prawdziwego papieża, a to my się oderwaliśmy. Korzenie chrześcijaństwa i obraz tego, czym było dawniej – są  tam.  Liturgia syriacka jest od zawsze taka sama, oni od VII w śpiewają te same pieśni oparte na siedmiozgłoskowej prozodii. Zresztą Koptowie też śpiewają te same pieśni od kilkunastu wieków. Dla nas to jak podróż w czasie.

BC: Czy zatem blisko wschodnie chrześcijaństwo jest podobne do islamu?

DR: Jest dokładnie odwrotnie, to islam czerpał od chrześcijaństwa! W końcu chrześcijaństwo było pierwsze na Bliskim Wschodzie, chrześcijanie tam żyli, zanim pojawili się muzułmanie. A jak już się pojawili, to musieli do czegoś nawiązywać. Zaczęli więc naśladować to, co robili chrześcijanie – wznosić podobne świątynie (np. kopiować minarety z wież słupników), czy modlić się podobnie (dokonywać prostracji). Te wpływy były cały czas obecne i nadal są, tylko niektórym wydaje się, że to chrześcijanie naśladują muzułmanów, co jest nieporozumieniem.

„RELIGIA NIE POWINNA MIESZAĆ SIĘ Z POLITYKĄ, BO ZAWSZE PRZEGRA.” SIOSTRA BARBARA, ANTIOCHIA, TURCJA

BC: Sądzi pan, że łatwiej będzie przyjąć nam chrześcijan z Bliskiego Wschodu niż muzułmanów stamtąd?

DR: Jeśli ktoś mówi, że nie będzie przyjmował muzułmanów, tylko chrześcijan, to ja odpowiadam, że jak nie umiesz przyjąć muzułmanina stamtąd, to chrześcijanina też nie będziesz umiał, bo on jest inny – podobnie jak muzułmanie są inni.

„CHODZIŁA NORMALNIE DO MECZETU, MODLIŁA SIĘ Z MUZUŁMANAMI, A POTEM W DOMU SIĘ ŻEGNAŁA. PYTAŁEM JĄ, DLACZEGO ROBI TEN ZNAK, A ONA MÓWIŁA – PRZECIEŻ PAN BÓG JEST TEN SAM, NIE MA RÓŻNICY JAK SIĘ MODLISZ.” KEMAL, KAHTA, TURCJA

BC: Czy podczas zawartych w tej podróży znajomości, któreś spotkanie szczególnie pana poruszyło?

DR: Najbardziej poruszające było spotkanie na południu Turcji z kobietą, która wróciła do chrześcijańskich korzeni po tym, jak dowiedziała się, że jej babcia była chrześcijanką i musiała zmienić wiarę, żeby ratować życie. To jest coś, co mi przypomina historię Żydów w Polsce, to było nieprawdopodobnie poruszające świadectwo prawdziwej wiary. A potem człowiek przyjeżdża do Polski i orientuje się, że dla nas istotą sporów chrześcijańskich jest in vitro albo zakaz handlu w niedzielę. I ręce opadają…

„DWA TYSIĄCE LAT TEMU NIEZNANY SZERZEJ ŻYD POWIEDZIAŁ, ŻE MIŁOŚĆ JEST NAJWAŻNIEJSZA, CZYM WYWRÓCIŁ ŚWIAT DO GÓRY NOGAMI.” DARIUSZ ROSIAK, AUTOR KSIĄŻKI „ZIARNO I KREW”

Wszystkie cytaty pochodzą z książki „Ziarno i krew”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *